Beskid śląski

Polecamy:

Beskid śląski
opowieści

Oto trzy wybrane opowieść:

Koniakowski opowieści
trzecia opowieść

"Koniakowski opowieści". Dawno temu, kiedy byłem małym chłopcem w naszym ogrodzie mieszkał koń Kleofas. Był bardzo wielki, a mi nie pozwalano się do niego zbliżać. Czasem widziałem jak sąsiad zaprzęgał go do prac polowych. Kleofas wtedy ciągnął pług upaprany często w błocie, a były też chwile, gdy jeździł furmanką na targ do Żywca. Miasto było bardzo daleko, a konik musiał długo ciągnąć bardzo ciężki wóz pełen ziemniaków, buraków lub różnych innych płodów rolnych które gospodarze sprzedawali w mieście. Kiedyś byłem w Żywcu i widziałem z daleka targ. Było tam mnóstwo ludzi i koni, a między furmankami nie sposób było przejść. Długo Kleofas był w mieście. Rano o świcie wyruszał na targ, a późnym wieczorem wracał z lampami, aby oświetlić plac przed domem. Tak naprawde nigdy nie widziałem wyjazdu Kleofasa, bo tak wcześnie nie wstawałem.

Dobka
druga opowieść

"Dobka". Bardzo trudne było zejście z pełnymi plecakami. Ledwo żywi, chwilę odpoczeliśmy w Ustroniu Polanie. Po przestudiowaniu rozkładu jazdy okazało się, że jednak musimy szukać w okolicy noclegu. Z informacji na mapie wynikało, że najbliżej jest schronisko młodzieżowe PTSM Ustroń - Dobka. Po chwili człapaliśmy w jego kierunku. Jakież było nasze zdziwienie, gdy w schronisku ujrzeliśmy nasze przyjaciółki, już kiedyś w górach poznane. Takie spotkanie pewnie uczciliśmy, a potem poprostu, jak to w schronisku PTSM, poszliśmy osobno spać. Rano, ani nam, ani dziweczynom nie chciało się już gdzieś dalej iść, ale schroniska mają to do siebie, że o godzinie 10,00 kierowniczka zamknęła budynek i byliśmy zmuszeni skończyć toaletę w potoku. Pomachaliśmy dziewczynom i jeszcze się trzeci raz nie spotkaliśmy.

Bez wyciągu z Czantorii
pierwsza opowieść

"Bez wyciągu z Czantorii". Lubię górskie wędrówki, a tego dnia wyruszyłem z kolegą od Kubalonki na Stożek Wielki. Przejście łatwe nie było, bo już mieliśmy troche w nogach, a wczoraj była również trudna trasa. Odpoczynek na Stożku był krótki, a dalej przez Soszów Wielki i Przełęcz Beskidek zmierzaliśmy na Wielką Czantorię. Cały dzień nie piliśmy piwa, aby zaoszczędzić na wyciąg krzesełkowy z Czantorii na dół do Polany. Niestety trudno jest zachować odpowiednie tempo na tak długiej trasie. Informacje na mapach w tamtych czasach celowo bywały nieprecyzyjne i chyba na taki szczegół natrafiliśmy. Stacja kolejki była dokładnie po drugiej stronie góry niż to pokazano na mapie. Również dzięki tym pomyłkom, spóźniliśmy się 10 minut. Zejście z ciężkimi plecakami było koszmarne. Niemal turlaliśmy się po stoku narciarskim.